Rozmowa z Wandą Stypułkowską - Prezesem MPS International

 

Czy szwedzkie korzenie firmy przekładają się w jakiś sposób na jej obecne funkcjonowanie?

Zdecydowanie tak. Mają bardzo duże znaczenie dla kultury pracy naszej firmy i realizowanej przez nas strategii. One są po prostu w naszym DNA. Na przełomie 1991 i 1992 roku, kiedy nasza spółka powstawała w Koszalinie, tu w Polsce nie mieliśmy wiele doświadczeń we współpracy z firmami zachodnimi. To była jedna z pierwszych zagranicznych firm w naszym kraju. W związku z tym kadra, która wówczas się pojawiła w spółce, była wyszkolona przez Szwedów. Ja jestem jedną z osób, które pracują tu od samego początku i byłam częścią tej właśnie kadry.

Jednym z elementów tego skandynawskiego podejścia było np. coś, co dziś nazywamy społeczną odpowiedzialnością biznesu. Wtedy tego tak jeszcze nie nazywaliśmy, tylko po prostu tak działaliśmy. To był taki naturalny duch obecny w firmie.

Bardzo istotne było też podejście do ochrony środowiska. Kiedy w 1992 roku uruchomiliśmy produkcję opakowań, byliśmy chyba jedyną firmą w Polsce jednoznacznie deklarującą, że nie będzie produkowała opakowań z PCV, w tamtym okresie bardzo popularnych. Tymczasem jest to technologia mocno szkodliwa dla środowiska. Dzięki szwedzkim wzorcom byliśmy w wielu obszarach o kilka lat do przodu w stosunku do tego, co działo się wtedy w Polsce.

Podkreślają Państwo w działaniach CSR swoje proekologiczne nastawienie – jakie konkretnie działania prowadzone są w tym zakresie?

Już w połowie lat 90. wdrożyliśmy normę ISO 140001, która dotyczy ochrony środowiska. Od tamtego czasu deklarujemy stałe zmniejszanie negatywnego wpływu naszej działalności na środowisko.

Po pierwsze dbamy o to, żeby nasze produkty, np. butelki plastikowe były wytwarzane w sposób maksymalnie ekologiczny – są to zawsze materiały, które podlegają recyklingowi. Wykorzystujemy np. tzw. post industrial recycling, czyli odpady, które przetwarzamy i dodajemy ponownie do materiałów. Stosujemy je praktycznie od początku, kiedy tylko te technologie się pojawiły. Szukamy też innych tworzyw, które są pochodzenia bardziej ekologicznego. Mamy tu duże doświadczenie i dalszą chęć rozwoju, tak aby dopasowywać się zawsze do obowiązujących wymogów.

Oprócz tego posiadamy też własną podoczyszczalnię ścieków, która pozwala nam wprowadzać je do systemu w taki sposób, aby nie wpływać na pogorszenie jakości miejskich ścieków. Od wielu lat sortujemy też nasze odpady. Natomiast naszym ostatnim przedsięwzięciem jest pasieka na terenie firmy, której powstanie było oddolną inicjatywą pracowników. To właśnie sobie bardzo cenię w naszej firmie, że jest grupa osób, która w tych obszarach jest bardzo aktywna. Takie inicjatywy wychodzą z wewnątrz firmy, od zespołu, a nie są nakazywane odgórnie.

Która gałąź biznesu MPS jest w tej chwili kluczowa i najlepiej się rozwija?

Nasza działalność jest oparta na trzech filarach – produkcji opakowań, kosmetyków oraz chemii gospodarczej. Staram się tak zarządzać firmą, żeby te obszary traktować równoważnie. I jak pokazuje doświadczenie, jest to skuteczna strategia, dzięki której w czasie pandemii nasza spółka ma się całkiem dobrze. W czasach kryzysowych różne strategie są weryfikowane. Oczywiście te trzy filary przynoszą różny poziom dochodów firmie, ale rozwijając się równocześnie powodują, że odnajdujemy się w każdej sytuacji.

Czy obserwuje Pani jakieś ciekawe trendy na rynku kosmetyków w tym momencie?

Oprócz tego, że zarządzam spółką MPS, jestem również prezesem Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego, więc jeśli chodzi o tę branżę, mam dość szeroki ogląd sytuacji. Na początku pandemii firmy kosmetyczne odczuły mocno jej wpływ na biznes. I to w sposób bardzo dotkliwy. Z badania, które przeprowadziliśmy wiosną jako Związek wynikało, że 1/3 firm tego sektora poważnie odczuwa negatywny wpływ pandemii, a aż połowa ograniczyła z tego powodu swoją działalność. Część firm szukając rozwiązań, zaczęła produkować płyny do dezynfekcji i to w jakiś sposób wpłynęło na polepszenie ich statusu. Wśród firm, które najbardziej ucierpiały, znalazły się przede wszystkim te produkujące kosmetyki luksusowe i te zakresu tzw. „kolorówki” – czyli upiększające.

Natomiast MPS jest producentem kosmetyków pielęgnacyjnych, w tym również mydła, więc nie odczuliśmy praktycznie żadnego wpływu pandemii na biznes. Pojawiło się jedynie większe zapotrzebowania na opakowania i tu zanotowaliśmy wzrost sprzedaży. Podobnie było w przypadku produktów dezynfekcyjnych, które i tak zawsze były obecne w naszej ofercie.

Na jakich zasadach MPS współpracuje z innymi podmiotami?

Tu warto zaznaczyć, że my nie sprzedajemy produktu, tylko oferujemy klientom usługę w zakresie produkcji kosmetyku. Składa się na to m.in. opracowanie receptury, badania jakościowe i użytkowe, a następnie cały proces produkcji. W zależności od tego, czego dany klient potrzebuje, zakres tych działań może być węższy lub szerszy. Budujemy relacje z naszymi klientami na różnym poziomie i na różnych szczeblach i to przynosi dobre efekty.

Jak spółka sobie radzi na rynkach zagranicznych? Czy są plany rozszerzania działalności dla zagranicznych podmiotów?

Aż 60 proc. naszych przychodów pochodzi z szeroko rozumianego eksportu. Z racji naszych korzeni, jesteśmy mocno obecni w Skandynawii. Mieliśmy tu ułatwione zadanie, więc mamy bardzo dobrą reputację w krajach skandynawskich, a udział tego rynku jest u nas największy. Poza tym sprzedajemy do Wielkiej Brytanii, krajów Beneluksu, a ostatnio zaczęliśmy współpracę z jedną z niemieckich firm. Akurat rynek naszego zachodniego sąsiada, mimo że interesujący, jest jednak dość specyficzny i trudny. Największa trudność to samo nawiązanie współpracy, później jest już łatwiej. Z mojego doświadczenia wynika jednak, że jest to mocno zamknięty rynek, choć oczywiście jako kraj mamy bardzo duży eksport do Niemiec.

Czy firma wprowadziła ostatnio jakieś innowacyjne receptury, rozwiązania, które są efektem prac działu B&R?

Przede wszystkim jesteśmy usługodawcą i oferujemy to, czego klient potrzebuje. Dla naszych skandynawskich odbiorców niezwykle istotne są innowacje w zakresie ekologii oraz szybkie wdrażanie unijnych przepisów. W tych kwestiach są oni liderem. W takiej Szwecji wszystko to dzieje się szybciej, niż w innych krajach Europy, więc tamtejszy klient przychodząc do nas oczekuje rozwoju w tym właśnie obszarze. Staramy się być na bieżąco ze wszystkimi nowinkami, ale jednocześnie korzystamy z wiedzy naszych kontrahentów. To jest zawsze wspólna praca nad nowymi pomysłami.

Rynek jest w tej chwili tak dynamiczny, że zdarza się, że nasi klienci, którzy znają już branżę przychodzą do nas i mówią, że nie nadążają za tym tempem zmian. Od nas oczekują nowych inspiracji i propozycji. A my, jako ich kontrahent, musimy sprawnie kreować rozwiązania, które pozwolą im wyprzedzić konkurencję w tym wyścigu.

Jak pandemia wpłynęła na rynek środków czystości?

Produkty do dezynfekcji mieliśmy na stałe w ofercie, a spore ich zapasy w magazynie w momencie wybuchu pandemii. W pierwszym okresie mieliśmy więc produkty, które mogliśmy od razu wprowadzić na rynek. Natomiast nie upatrywałabym jakiegoś dynamicznego rozwoju biznesu w tym obszarze, ponieważ tą ścieżką poszło bardzo wiele firm. W tamtym momencie Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych uruchomił tzw. szybką ścieżkę i nagle, w jednej chwili zarejestrowanych zostało ok. 2000 nowych produktów, przy już istniejących 400. Konkurencja stała się więc olbrzymia, a ponadto państwo też się do tego przyczyniło, uruchamiając własną produkcję, np. w Orlenie. Dziś, mimo że zapotrzebowanie na te środki jest znacznie większe, niż kiedyś, nie widzę tutaj miejsca na większy, skokowy sukces.

Patrząc jednak perspektywicznie – jest to obszar, który chcemy i będziemy rozwijać. Oprócz środków do dezynfekcji rąk pod nazwą Antiseptus, już wdrożyliśmy produkt do dezynfekcji powierzchni twardych w ramach tej samej linii i mamy jeszcze kilka nowych pomysłów w tym zakresie. Chodzi tu również o produkty pielęgnacyjne. Gdy często używamy środków dezynfekujących, to nasza skóra cierpi i zwiększa się zapotrzebowanie na produkty pielęgnacyjne, o większej skuteczności w tym zakresie.

Jak pandemia wpłynęła na codzienne funkcjonowanie, pracę w fabryce, etc?

My znaleźliśmy się w lepszej sytuacji, niż miało to miejsce w innych branżach, ponieważ u nas akurat restrykcyjne rygory higieniczne są czymś normalnym. Produkcja kosmetyków jest bardzo wrażliwa na różnego rodzaju zanieczyszczenia.

Wprowadziliśmy jedynie dodatkowe zabezpieczenia przed rozprzestrzenianiem się ewentualnej epidemii w zakładzie – porozdzielaliśmy działy produkcyjne, skróciliśmy też czas pracy tak, aby pracownicy jednej zmiany nie spotykali się z osobami z drugiej. Rozgraniczyliśmy miejsca publiczne, np. toalety, które przeznaczone są obecnie tylko dla danych obszarów produkcyjnych. W tych miejscach, w których nie dało się zagwarantować dystansu społecznego, pracownicy muszą nosić maseczki lub przyłbice. Jestem przekonana, że jesteśmy dobrze zabezpieczeni i nawet jeśli jakieś przypadki zachorowań będą się pojawiać, to nie wpłynie to na funkcjonowanie całej firmy.

Czy jest jakiś istotny sukces biznesowy, którym spółka chciałaby się pochwalić?

Istniejemy na rynku prawie 30 lat i przez cały ten czas spokojnie i równomiernie się rozwijamy. Nasz pierwszy klient jest z nami do dziś. Większość naszych najważniejszych odbiorców pracuje z nami od kilkunastu lat. W najbliższej perspektywie nie widzę, żeby miało się tu coś zmienić. To właśnie uważam za nasz ogromny sukces.

Jakie są wyzwania w najbliższym czasie i jakie plany w dłuższej perspektywie?

Wyzwaniem jest całe otoczenie – dynamiczne i zaskakujące. W tej chwili przepisy związane z ekologią są restrykcyjne, a terminy na ich wdrażanie są bardzo krótkie, trzeba więc działać niezwykle szybko. Poza tym, w dzisiejszym przemyśle kosmetycznym produkt żyje krótko – kiedyś żył na półce 3 lata, a teraz nawet 2 lata nie wystarczają. Klienci ciągle oczekują nowości w naszej branży i ja to widzę nie tylko jako wyzwanie, ale też jako szansę.

Świadczymy usługi dla tych podmiotów, które od lat oferują własne marki i wiedzą czego chcą, jednak często nie mają możliwości pracowania równocześnie nad wieloma rozwiązaniami. Poszukują wtedy usługodawcy, który może ich w tym wesprzeć. Dlatego podjęliśmy już jakiś czas temu decyzję o rozbudowie zaplecza laboratoryjnego i w tym roku inwestycja ta została ukończona. Mamy teraz bardzo komfortowe warunki pracy dla działu rozwoju i szukamy nowych pracowników w tym obszarze. Wierzymy, że badania i innowacje będą tym elementem, który będzie mocno napędzał nasz biznes w najbliższym czasie.