Dariusz Zieliński – Prezes Zarządu CEKO

 

Realizując plan zgodnie z umową, stałem się jej współwłaścicielem

Mój przypadek nie był klasyczny. Zazwyczaj wygląda to tak, że menedżerowie w firmie dogadują się z właścicielem, gdy widzą, że ten jest skłonny sprzedać firmę. Tu było inaczej. Byłem osobą z zewnątrz. To AVALLON mnie znalazł i zaproponował udział w transakcji. Ceko miało wtedy dwóch właścicieli. Obaj chcieli przejść na zasłużoną emeryturę.

Dlaczego AVALLON zadzwonił akurat do mnie? Też się nad tym zastanawiałem. Może dlatego, że pracowałem kiedyś w branży serowarskiej? A może dlatego, że później miałem doświadczenie z rynkami finansowymi i transakcjami kupna-sprzedaży? Tak czy inaczej, propozycja padła. Długo się nie zastanawiałem, ale decyzja nie przyszła tak łatwo, jak mogłoby się to wydawać.

Fundusz kupując firmę liczy, że po czterech, pięciu latach wyjdzie z kilkukrotnym zyskiem. To daje konieczność osiągania średnio 30-procentowych przyrostów rocznie. To bardzo trudne, szczególnie w branży opartej na mleku.

Jego ceny są bardzo zmienne. Dzisiaj litr w hurcie kosztuje złotówkę, jutro może kosztować 2 złote. Jak w takich warunkach planować biznes, robić długookresowe prognozy, szacować roczny budżet? Gdy jest się jedynym właścicielem rok gorszej koniunktury nie robi różnicy. Wiadomo, że w przyszłym straty odrobimy. Ale dla Funduszu taka sytuacja jest nie do przyjęcia.

Stoją nad tobą z bacikiem w postaci umowy inwestycyjnej i trzeba realizować plan, bez względu na to, czy płyniemy z wiatrem, czy pod wiatr. Ceko to wspaniała firma z ogromnymi możliwościami. Kiedy do niej przyszedłem królował tu handel pasywny, czyli klienci sami szukali firmy i składali zamówienia.

Każdy, kto choć trochę miał do czynienia z handlem wie, co to znaczy. Na tym można było budować. Ważne było też z kim. Do grupy menedżerskiej dołączył również pan Andrzej Stecko. Pracował w Ceko od ponad 25 lat jako szef produkcji. Teraz jest współwłaścicielem. O serach wie wszystko. To świetny zespół. Od przejęcia firmy w 2011 roku minęło już wystarczająco dużo czasu. Przeszedł czas, w którym AVALLON wycofuje się z biznesu.

Jak oceniam tych sześć lat? Stresu było bardzo dużo, ale polecam taką przygodę każdemu, kto pracuje w korporacji i czuje, że realizowanie czyichś strategii nie do końca mu odpowiada.

Budowanie firmy od zera to ogromne ryzyko i nie każdy się na to chce porywać. W wykupie menedżerskim startujemy już z jakiegoś pułapu i chodzi o to, żeby firmę maksymalnie rozbujać. To jest prawdziwe menedżerskie wyzwanie. Co będzie ze mną i z Ceko? Tego jeszcze nie wiem. To zależy od nowego właściciela. Przez te lata, realizując plan zgodnie z umową, stałem się jej współwłaścicielem, ale nie na tyle dużym, żeby móc ją wykupić. Dlatego czekają mnie trudne rozmowy. Różnica jest jednak taka, że teraz będę występował jako posiadacz części tego biznesu.